sobota, 20 grudnia 2014

Pocztówki z ziemi obiecanej - między obywatelem a frajerem


*dźwięk stłuczki*
- Ja pierdolę, co za frajer ustawił tutaj te słupki - powiedział wykształcony przedstawiciel wolnego zawodu, gdy zorientował się, że jego samochód właśnie napotkał na swojej drodze solidny słupek.
- Ha, dobrze mu tak, niech się frajer nauczy jeździć - dzień jednego z przechodniów od razu stał się lepszy.
Kilka godzin później, w sieci pod zdjęciem z incydentu wybuchła gorąca dyskusja:
- Banda idotów!
- Za korwina nie byłoby żadnych słupków! Mielibyśmy 900% wzrostu PKB, a Piotrkowska byłaby trzypoziomową autostradą. PRZEPUSTOWOŚĆ!!!1111!!
- Nie odzywaj się podstarzały smrodziarzu, ulice dla rowerów!
- NIE STAĆ CIĘ NA DOBRĄ FURKĘ TO PEDAŁUJ NIEUDACZNIKU
- Patrzcie jak się panoszą w POlaczki w tych swoich kradzionych samochodach. Rząd na bruk!



Kolejny dzień w moim mieście przebiegł nadzwyczaj spokojnie. CBA wpadło do magistratu, ale nasza kochana Pani premier wyjaśniła nam, że nie ma co się martwić incydentami - kraj spływa mlekiem i miodem. I pendolino. Szuk czternaście. Nie kwestionujcie i nie pytajcie. Nie podpalajmy demokracji.

Ostatnio sporo życia schodzi mi na czytaniu słowa demokracja we wszystkich możliwych przypadkach. Mądre głowy piszą, że potrzebujemy sprawnie działającego społeczeństwa obywatelskiego, żeby było demos kratos zamiast jebem na to. Nie żebym nie lubił słowackiego rapu, co to, to nie, ale uznałem, że może warto by było mieć tą demokrację?
Do roboty. Stowarzyszenie, organ konsultacyjny, projekt społeczny. Poznam samych wspaniałych ludzi i razem uratujemy ojczyznę! Hurra!

Co do ratowania kraju, to jeszcze nie przesądzone. Bo ludzie...

Czy w tym kraju odbywa się jakiś konkurs na to, kto się mniej narobi i bardziej wykiwa resztę? Chłopaki, mogliście powiedzieć. Trudno, przynajmniej wyłapałem w trakcie konkursu, że uczestnicy rozpoznają się słowem "beka". I tak słyszę czasem - "oni są tu dla beki" albo, że "mają bekę". Życzę im powodzenia w wygraniu wspomianej rywalizacji, uśmiecham się szeroko i wracam do swoich obowiązków.

Czas na powrót do słupka niezgody. W ramach spełniania obywatelskiego obowiązku troski o miasto poczytałem trochę o poduszkach berlińskich, przystankach wiedeńskich, opłatach za wjazd do centrum i innych wymysłach zepsutego zachodu. Jakby nie można było po prostu walnąć przez środek miasta ośmiopasmowej autostrady. Zebrałem grupę do dyskusji na temat zrównoważonego transportu.

- autobusy nie jeżdzą, tramwaję nie jeżdzą.
- A dzwonisz czasem na ten numer na rozkładzie, żeby powiedzieć, że nie jeżdzą komu trzeba?
- no nie.
- A infrastruktura? Wszystko wam pasuje?
- chodniki krzywe, drogi dziurawe, przystanki brzydkie
- To może złożymy wniosek do budżetu obywatelskiego, żeby jeździły te autobusy jakoś normalnie? Albo jakieś nowe chodniki, drogi przyjazne dla mieszkańców, ładne przystanki?
- nie no, aż tak źle nie jest.

Mając na uwadze wszystkie powyższe przypadki z mojego miasta, drogi mieszkańcu:

Napisz tak: Tu żyć się nie da, tu nie da się mieszkać
Mało, że syf i bieda, to do tego depresja
Władza nie głaszcze, raczej myśli, jak cię zarżnąć
A na przykład chodnik? Krzywy, proszę bardzo
Deszcz, grad, burze
I nieuprzejmi tubylcy o ludożerczej naturze
Dla ducha rzeczy też nieciekawe
Dwa teatry, jedno kino, no to nie chodzę nawet
Kotlet w knajpie dają na zimno
Brak zieleni, gdzieniegdzie karłowata roślinność
[...]
Trudno za punktualność dać tu dyplom
Tramwaje za wolno, autobusy za szybko
Taryfiarze, precz! Cała ta złodziejska dzicz
Tu nic nie działa, tu nic nie jeździ, nic

[...]
Zanim szlag zdąży choćby Cię tknąć, to Ty
Raz - weź pocztówkę, dwa - wyślij ją gdzie bądź
Ślij w dowolnym kierunku, możesz strzelić
Kuala Lumpur, Ułan Bator, Delhi
Napisz jakie tu złe syczą szepty
I że jedyny widok tu to brak perspektyw
I że jedyny dźwięk tu to warkot maszyn
Co nimi na zachód frunie emigrantów masyw
Podpisz i przeczytaj, co tam wypływa?
Obraz fałszywy dość, ale frustracja prawdziwa
Bólu sporo, chociaż faktów promil
Jeden średnik, więc literacko to się jakoś broni
Wyjmij ją z szuflady, nie kryj jej w torbie
Dopisz adres, niech to będzie gdziekolwiek
I wyślij, nie oczekuj burzy na tej niwie
Ale czy ktoś się ubawi przy lekturze? Niewątpliwie



sobota, 1 listopada 2014

Widziałem.


Widziałem w tym tygodniu śmierć kilkadziesiąt razy. Kilkaset tysięcy ludzi też oglądało ją razem ze mną. Niektórzy domagali się lepszej jakości śmierci - chcieli zobaczyć, w którą stronę odleci ręka człowieka.

Trzymając kubek ciepłej herbaty w dłoni, komentowali:


Go to Hell pieces of shit!! Daaamn!
Awesome!

very nice!MERICA has more for you stupid sandmonkeys.Fuck with the west, die with the rest !! Haahaa whoop whoop !!




Nie ma przecież nic lepszego przed snem, niż śmierć w termowizji. Wróć - lepsza jest w full HD.
Ale do śmierci w full HD też mogę dać wam link. Świat się rozwija - kiedyś, by oglądać śmierć trzeba było iść na arenę, albo na rynek. Dziś - możesz mieć śmierć w domu.

Ale spokojnie, jeśli boisz się śmierci, zawsze możesz zakryć oczy. Możesz iść na zakupy i cieszyć się, że żyjesz z dala od śmierci. Twój t-shirt niestety nie dotarł do galerii handlowej - został zalany krwią w miejscu produkcji. W miejscu śmierci tysiąca osób.



Ale to przecież nie Twoja śmierć. Idź dziś na cmentarz - kup drogi znicz, wiązankę - poudawaj chwilę, że za życia byłeś odpowiednio dobry dla tych, których już nie ma. Wróć do domu i przez resztę roku żyj, jak zawsze. Rób matce na złość, olewaj dziadków. Wszyscy dookoła Cię wkurwiają? Leć na wakacje.
 


 - Śmierć? Ale jak to? Przecież jestem z zachodu. Tu piję się kawę w Starbucksie, a nie umiera!
Przecież żyjemy w czasach pokoju!

- A po co tam leciałaś, co? Było zostać, tam gdzie jest bezpiecznie. Może zakupy w Londynie?



W muzeum tortur wszyscy myślą sobie: dobrze, że nie żyjemy w średniowieczu. W Auschwitz wierzymy, że ludzkość ma już najgorsze za sobą.

Niedawno zobaczyłem film, w którym dzieci robią telefonami zdjęcia ludzkich głów nabitych na płocie. Myślisz, że jesteś inny? Tylko dlaczego wszystko temu przeczy? Stanfordzki eksperyment więzienny. Eksperyment Milgrama. Trzecia Fala. Niewiele potrzeba, by rozpętać piekło na ziemi. Mam nadzieję, że jeśli już przyjdzie mi umierać, to godnie. Żądam od postępu cywilizacji śmierci conajmniej w rozdzielczości 4K, koniecznie w 3D i miliona wyświetleń. Pieniądze z reklam proszę przeznaczyć na dalszy rozwój.


Rozmiar cierpienia tu zawstydziłby samego Boga
Rozmiar cierpienia tu zawstydziłby każdego
Rozmiar cierpienia przerasta przekątną monitora
Pomsty nie ześle nam satelitarne niebo


                    

niedziela, 14 września 2014

Iloczyn kroków

Wszystko jest kwestią pierwszego kroku. Każdy kolejny nie ma w sobie nic z tego inicjującego. Czas jest względny - spowalnia wprost proporcjonalnie do wzrostu tętna tuż przed podjęciem decyzji o podniesieniu nogi. Stopa lokuje się na podłożu, niewiadome znikają razem z satysfakcją. Jest bezpiecznie. I nie jest już ciekawie. Musisz iść wyżej i dalej z nadzieją, że dalej będzie bardziej niebezpiecznie. Co może być kuszącego w spokoju? To wbrew naturze i widzisz to mijając kolejnego mężczyznę, który porzucił swoją żonę dla nowych zmiennych w swoim życiu.

Wszystko sprowadza się do obliczeń. Matematyka nie przewiduje opcji nie wiem. Zazwyczaj masz do wyboru zero albo jeden. Krok, albo jego brak. Twoja wartość to prosty iloczyn. Iloczyn kroków. Całkowity brak kroków pozostawi przy tobie zero. Błędny krok kończy twoją przygodę. Życie jest proste, coś jak gra w sapera na najtrudniejszym poziomie.

Kryteria wygranej są proste - zbierasz jak nawięcej, starasz się utrzymać w grze jak najdłużej.
Życie grozi śmiercią, żeby nie było, że nie ostrzegałem. Widzimy się na mecie.

środa, 13 sierpnia 2014

PolskiBus, czyli zakamuflowany korwinizm.

Jeśli miałeś, drogi czytelniku, okazję podróżować przez nasz piękny kraj komunikacją zbiorową, z pewnością poznałeś wiele unikatowych zapachów i widziałeś wiele wyjątkowych sytuacji.

Od niepamiętnych czasów fotografowałem autobusy, pociągi, samoloty i wszystko, co związane ze środkami lokomocji. Miłość do polskich realiów transportu bywa trudna, ale w moim wypadku jest chyba wyjątkowo trwała.

Z ciekawością śledzę trwająca od pewnego czasu nagonkę na PolskiBus.com, objawiającą się artykułami o niemalże każdym wypadku i złym zachowaniu obsługi (Prawie jak wiadomości o KNP w TVN). Moje dotychczasowe trzy spotkania z tym przewoźnikiem i kilka relacji bliskich jawiły się niczym sen kuca - niewidzialna ręka wolnego rynku przywiodła nam zbawienie - nowe, klimatyzowane, szybkie, ładne i ... czerwone (sic!) autobusy.
Moje pierwsze pytanie po skorzystaniu z usług tego przewoźnika brzmiało: jak? Jak to możliwe, że PKS, w którym szum klimatyzacji zastępuje nachalne disco-polo puszczane przez chamskiego kierowcę (true story), jest droższy od PolskiegoBusa?
(Jak to jak? Polecam poczytać Rothbarda!)

Pomyślmy - system rezerwacji elektronicznej zamiast zakupu przy wejściu do pojazdu. Jest to niezwyklę piękna wizja dla aspołecznych wolnorynkowców. Żaden spocony spóźnialski nie kupi biletu. Nawet jak będzie chciał, to kierowca zapyta go:
"Czy na samolot też pan kupuje bilet u pilota?" (wyczytane na forum)
"Marian! Tu jest jakby luksusowo!" Bo jeśli już jesteś człowiekiem sukcesu i potrzebujesz biletu, to wyjmujesz swojego lśniącego smartfona, robisz przelew i wchodzisz. I nic się nie martw, że Ci się rozładuje. Na pokładzie poza WiFi, są też gniazdka.
Ale sam system rezerwacji nie powoduje, że utrzymanie kursu jest o wiele tańsze. Omijanie głównych dworców autobusowych to kolejny element.
Ważniejsza jest jednak polityka firmy, którą można streścić w te same dwa słowa, co program pomocy socjalnej Kongresu Nowej Prawicy, mianowicie:

MASZ PROBLEM


Jeśli przypadkiem kupisz bilet na zły kurs - infolinia 3,69zł za minutę. Załatwienie jakiejolwiek sprawy kosztuje dobre 20zł za telefon (bo wysłuchujesz muzyczki, zanim się dodzwonisz) + koszt zmiany rezerwacji.
Jeśli zbyt długo przebywasz poza autokarem w czasie postoju i w środku zostawiłaś dziecko - masz problem.
Ale to nie koniec korwinizmu w PolskimBusie - ten artykuł niemalże mówi o polityce firmy jak JKM o swojej:
"Dobry samochód to ten, który jedzie najszybciej, a nie najbezpieczniej", bo "ludzie mają swoje ideały, swoje cele, a pan chciałby tylko żreć i żyć"
W każdym PB są pasy bezpieczeństwa, jednak to czy je zapniesz, czy nie, to Twój wybór, też znajome. Co ciekawsze, Sir Brian Souter, właściciel firmy, jest na czarnej liście Homopedii.
Przekaz PolskiegoBusa jest więc dosyć prosty:
MASAKRUJ CZERWONYCH... wait...








Nie martw się, maskotko. Nawet najlepszym zdarza się AUTOMASAKRACJA. (copyright Przemysław Wipler)
Mimo wszystko, przy następnej podróży wybiorę PolskiBus. Co po niej? Być może stanę nad urną i oddam głos na wolny rynek i prędkość ponad bezpieczeństwo. Albo skończę w urnie i prędkość ponad bezpieczeństwo i wolny rynek przewozów oddadzą głos na mnie, jakbym grał w najsłabsze ogniwo. #Kazimiera Szczuka
- "W ryj mogę dać, w słusznej sprawie"

niedziela, 29 czerwca 2014

#1944 - Powstańcy bez instagrama?

Początek wakacji to dla mnie, nieco już tradycyjnie, czas rozliczenia z przeszłością. Znalazł się więc czas na dokonanie kilku małych zmian, odnowienie znajomości i podsumowanie ostatnich miesięcy.

Po raz kolejny uświadomiłem sobie, że ludzie, z którymi spędza się znaczną część życia z dnia na dzień mogą stać się obcy. Bez żadnych kłótni, bez nienawiści. Tak po prostu. Czasem wspólna droga zmienia się drogę po popularność.

Czy jest coś złego w popularności? Być może to, że jej synonimem jest powszechność. Megasłownik.pl podpowiada, że jest nim także wzięcie. Myślałem o tym w kontekście drugiej zapowiedzi filmu "Miasto 44".



Targetem tej produkcji są zapewne ludzie w moim wieku i muszę przyznać, że zwiastun do mnie faktycznie trafił. Mówiąc szczerze, gdyby zastąpić rozwiązania z Hollywood tym, co zazwyczaj widzi się w rodzimych filmach wojennych, efekt byłby nieporównywalnie gorszy. To samo z muzyką. Lana Del Rey być może nie ma nic wspólnego z Warszawą, ale ma wiele z tym, co się liczy - popularnością. Powstańcy niekoniecznie pochlebnie się wypowiadali o scenach seksu i zabijania jeńców, gorsząc się, że zgodnie z ich wartościami do niczego takiego nie mogło dojść, ale co oni mogą wiedzieć o wartościach XXI wieku? A właśnie pod te wartości tworzony był film. Co z tego, że uprawianie seksu w oblężonym mieście, nie mając od trzech tygodni kontaktu z bieżącą wodą to z lekka science fiction. Współczesny człowiek nie zrozumie, że mimo nienawiści, dało się nie zabijać jeńców. Zasady, które nadal tkwią w ludziach, którzy walczyli w czasie powstania warszawskiego już nie obowiązują. Ale czy na instagramie znajdziesz coś ciekawego pod #zasady? Usunąłem już jakiś czas temu konto, więc nie sprawdzę, ale nie sądzę. Tylko jedno nie obroni się przed współczesnością w "Mieście 44" i ludzie powiedzą, że scenariusz był mało prawdopodobny. Bo jak nam w 2014 roku przedstawić, o co walczyli powstańcy? Tylko błagam, niech ktoś nie popełni gafy i nie użyje słowa honor. Ani ojczyzna. Wyśmieją. Takich słów używają już chyba tylko Ci przeklęci faszyści z Ruchu Narodowego. Naród, to jest dopiero archaizm. Modne są swaggerskie bluzy z flagą Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, czy jakąkolwiek inną. No, poza jedną - polską. Jest mało, hmm, światowa. 

Życzę producentom filmu doskonałej sprzedaży. A czytelnikom? Chwili pamięci dla poległych i ich ideałów. Ideałów? Ideałów to znajdziesz pod #polishboy, skarbie.


#1944

środa, 4 czerwca 2014

Polska 3.0 - nawet krul nie pomoże, jeśli nie pomożesz sobie sam


Obserwacja sceny politycznej przez ostatnie pół roku utwierdziła mnie w przekonaniu, że najważniejsze zmiany w Polsce nie mogą być przeprowadzone w żadnym z ministerstw, a w świadomości obywateli.

facebook politics

Oglądanie debat przedwyborczych było doskonałą rozrywką, większą jednak było czytanie komentarzy na portalach internetowych. Sieć jest potężnym narzędziem, nie do końca wykorzystywanym przez wszystkie opcje polityczne. W wieku memów nie trudno było przewidzieć, kto wygra wybory wśród młodych - ten, który najlepiej wykorzysta zdobycze technologii. Wygrała oczywiście osoba, która w sposób mistrzowski wykorzystała viral marketing i sama stała się memem - Janusz Korwin Mikke, pogromca lewaków.
Miliony na kampanię innych partii nie dały takiego przyrostu wyborców, jak proste obrazki z prymitywną treścią, które nie były nawet tworzone przez działaczy KNP. Ludzie zalajkowali na facebooku, sprawdzili program, obejrzeli wypowiedź, aż w końcu poszli na wiec i oddali głos.


Czy wyborcy KNP naprawdę wierzą w to, że korwinizm działa? Kuce - owszem, reszta głosowała tylko z powodu przekonania, że wszystkie inne opcje polityczne chcą im coś zabrać.

oni

Dziś 4 czerwca, dzień w którym padło i padnie wiele wzniosłych słów, które nie mają żadnego pokrycia. Od 25 lat Polska jest względnie wolna. Oczywiście, można się spierać o to, że komunistów nie spotkała żadna kara, że Solidarność obiecywała coś innego, ale fakt, że można najdobitniej pokazuje różnice między III RP a PRL. Nie jesteśmy w stanie zmienić przeszłości, za to możemy spróbować zmienić przyszłość. Nie sposób jest mi się nie zgodzić ze słowami uczestnika tegorocznego Sejmu Dzieci i Młodzieży, Dominika Feliksa:

"W ciągu 25 lat tu do Sejmu zostało złożonych kilkadziesiąt wniosków obywatelskich. Każdy z osobna poparło minimum pół miliona Polaków. Prawie wszystkie te inicjatywy zostały odrzucone jedną ręką przez siedzących tu na co dzień posłów. Naszą jedyną możliwością wyboru jest wybranie sobie raz na pięć lat pana, który będzie nam coś ograniczał, będzie nam coś nakazywał, który będzie nam mówił, jak mamy żyć"

Dystans, który oddziela polityków od reszty obywateli, to przepaść. Demokracja to coś więcej niż wybieranie sobie władców - za demokracją muszą stać miliony obywateli, którzy w sposób aktywny tworzą państwo. Nasza demokracja cierpli na chorobę zwaną 'wszystkomijedno' i dlatego można u nas olać wniosek pół miliona ludzi i wygrać wybory. Najgorszym wrogiem naszego narodu jesteśmy... my sami. Społeczeństwo obywatelskie to coś więcej niż krzyczeć "Tusk to zdrajca". Należy stale kontrolować działania naszych przedstawicieli i stale podejmować działania oddolne. Okres PRLu wytworzył w naszych rodzicach i dziadkach przekonanie: 'państwowe to nie moje', 'niech państwo się tym zajmie', 'mi się należy'. Nie. Naucz się, że nic Ci się nie należy i jeśli nie weźmiesz sprawy we własne ręce, nie napiszesz wniosku do budżetu obywatelskiego, nie zbierzesz podpisów pod referendum, to nie masz prawa narzekać na to, że nic się nie zmienia. To my musimy wywierać presję na władzy, nie władza na nas. Zmiany w Polsce muszą wyniknąć nie z ul. Wiejskiej, a każdej z ulic. Politycy działają wbrew naszym interesom tylko wtedy, gdy siedzimy zbyt cicho. ACTA było już praktycznie podpisane! Spadek poparcia, to dla nich spadek w portfelu - tego nie zniosą. 25 lat względnej wolności dało nam szansę na decydowanie o swojej przyszłości.

Jeśli czekasz, aż inni zrobią coś za Ciebie - to Ty zdradzasz Polskę.
A na to... nawet krul nie pomoże.

wtorek, 6 maja 2014

Gdzieś pomiędzy biało-żółtym a tęczowym.

W trakcie 36-kilometrowego marszu po Gorcach przechodziłem przez znaną niektórym z kościoła, który widnieje na liście UNESCO, wieś Dębno. Był 3 maja. Doskonały dzień, by sprawdzić stosunek tamtejszej ludności do ojczyzny. Niestety, biało-czerwonych flag było jak na lekarstwo. Dominowały flagi biało-żółte i biało-błękitne. Nawet jeśli pojawiały się barwy narodowe, to były znacznie mniejsze od papieskich. Mijając kolejne okna, w których widniały wizerunki św. Jana Pawła II, zastanawiałem się nad tym, w jakim kraju jestem. Rozsądek podpowiadał, że w Polsce, z drugiej strony, może to jednak terytorium zamorskie Watykanu?
W oknach szkoły widniały okropne, niemalże karykaturalne wizerunki JP2. Apogeum dewocji dosięgnęło mnie, kiedy skręciłem z ulicy Kościelnej w ulicę Jana Pawła II i ujrzałem... parking imienia Jana Pawła II.
Rozumiem, kult kultem, ale czy nazywanie kawałka brudnego placu imieniem świętego nie jest przypadkiem jego obrazą? Długopisy, kubki... Co będzie następne? Majtki z nadrukowanym Jezusem?

Chyba nie chcę wiedzieć, wszystko jest możliwe.

Dębno okazało się dla mnie miejsce egzotycznym, ale może i potrzebnym, bo:


Dwa dni wcześniej, jakieś 600 kilometrów ode mnie, w zaskakująco brudnym i zaniedbanym Berlinie moja mama przypadkiem znalazła się w centrum lewackiego festynu dewiacji. Drobne zamieszki, marsze związków zawodowych, uliczni performerzy, antifa, homoseksualiści i cała reszta osiągnięć Unii Europejskiej wypełniła po brzegi owoc multikulti - Kreuzberg.
Podczas święta socjalizmu można było zobaczyć wszelkie jego ideały - np. wolne jebanie się w krzakach, nielegalną sprzedaż narkotyków niskiej jakości, muzykę techno i tańczących nago gejów.

Jak żyć, moi kochani? I do jednych, i do drugich czuję niechęć. Za brak wiary zostanę lewakiem, za brak przyzwolenia dla lewicowej 'postępowości' zostanę faszystą.

Ręce precz od mojej wolności, katoliccy i socjalistyczni fundamentaliści.

czwartek, 24 kwietnia 2014

no siema mordo, pogadamy o libertarianizmie?

Funkcjonowanie w społeczeństwie wymaga umiejętności robienia wielu rzeczy, które z mojego punktu widzenia są całkowicie bezsensowne. Podobnie z wymaganą wiedzą (nie tą szkolną, a facebookową). Na szczęście (lub nie) to nie ja ustalam zasady i do kanonu porannych szkolnych rozmów nie należy austriacka szkoła ekonomii, a Bonus BGC i Trybson.

Kultura ewoluuje. Istnieją setki sposobów przywitania się. W szkołach, które mam za sobą największą popularnością cieszyli się ci, którzy szybko dostosowywali się do nowych trendów - żółwiki, piątki (tu zdecydowanie rolę gra donośność przywitania, najważniejszych słychać najdalej) i miliardy innych kombinacji. Spotkałem na swojej drodze kilka koleżanek, które informowały mnie, że wszystko to wygląda z ich perspektywy co najmniej groteskowo. Ale kto by się przejmował zdaniem lasek? No cóż, na pewno, nie ten, który najgłośniej zbija piątkę.

W męskim gronie należy zapomnieć o szacunku do kobiet. Dobrze mieć przygotowane jakieś żarty typu:
- Dlaczego pan młody wnosi pannę młodą do domu?
- A widzieliście kiedyś, żeby sprzęt AGD sam chodził?

I wiesz, jak już siedzisz przy tym grillu, to piwo musi być mocne full. Nigdy nie kupuj smakowych - to pedalskie. To nieważne, że twoje kubki smakowe podpowiadają Ci inaczej.

Po usłyszeniu żartu takiego, jak powyższy, droga czytelniczko, pewnie powiesz: co za prymityw!
Ależ skąd! Ci ludzie często mogą prowadzić akademickie dyskusje. Prawnicy, Lekarze, Adwokaci - dyplom nie zmienia zasad męskiego grilla. Wielokrotnie siedziałem z naprawdę inteligentnymi facetami i zastanawiałem się, jak to możliwe, że ten człowiek mówi coś takiego.


Z drugiej strony, chyba niełatwo się wyłamać i powiedzieć: Panowie, to jest niesmaczne. Zresztą, po co?

Oczywiście, nic nie jest czarno-białe. Zdarzają się niezwykle intelektualne dyskursy przy wódce, pozbawione tej całej pseudokulturowej otoczki. Wróć... Zawsze trafi się jakieś fantastyczne: Pijmy, bo się ściemnia.

Tu wypada zaocznie posypać głowę popiołem, bo zaraz ktoś może powiedzieć: a ty to wtedy rzuciłeś taki żałosny tekst i też chciałeś być fajny, a to fajne wcale nie było.

Zgadza się. I szczerze mówiąc, wstyd mi.

I znowu mogłoby zabrzmieć pesymistycznie. Ale wcale tak nie jest. Urywki rozmów na korytarzach utwierdziły mnie w przekonaniu, że istnieje całkiem solidna przeciwwaga dla rozmów o banałach.
Dziś przy wychodzeniu ze szkoły udało mi się nawet dołączyć do rozmowy o różnicy między programem Partii Libertariańskiej a anarchizmem.

Wszystko jest w normie.

Ale czasem warto pomarzyć, może kiedyś w zeszytach i książkach będzie więcej takich żartów, niż penisów.

piątek, 18 kwietnia 2014

Viktor Orbán, czardasz i naleśniki na Vörösmarty tér. Budapesztańska introdukcja.

Korki to doskonałe oddanie ideałów demokracji. Wszyscy mają takie samo prawo do przeklinania na pozostałych użytkowników drogi, niezależnie od koloru skóry, przekonań i zasobności portfela. Fakt, że to właśnie autostrada jest zablokowana zazwyczaj potęguje emocje. Tym razem jednak prawie nikomu się nie śpieszyło - Austriacy, Rumuni, Niemcy i Węgrzy z uśmiechem na twarzy przemierzali w żółwim tempie kolejne kilometry w stronę Budapesztu i jeziora Balaton.



Nie trzeba interesować się polityką, by wiedzieć, że dominującą doktryną polityczną Węgier jest narodowy konserwatyzm. Radia grają tu muzykę ludową, a kolory zielony, biały i czerwony są wszechobecne. Rządząca krajem koalicja Fideszu Orbána i KDNP po wyborach uzyskała większość konstytucyjną - 68.13% gruntując chadecką drogę kraju.

Mój hostel, położony w samym centrum stolicy Węgier, nie miał w sobie nic z wielkich hoteli - nowoczesnych, ale pozbawionych duszy. Nie inaczej jest z miastem - klasyczne dwukierunkowe tramwaje, Ikarusy 260 i 280 wymieszane z nowoczesnym taborem, imigranci z południowego wchodu, skejci i bogata, dobrze ubrana młodzież wyznaczają niepowtarzalny rytm Budapesztu. Ciężko uwierzyć, że jeszcze 150 lat temu Buda, Obuda i Peszt nie były jednym miastem. Dziś, to ósma pod względem ludności metropolia w Europie  licząca 1,7 mln mieszańców. Energia mieszkańców i turystów jest niesamowita - młodzież zajmuje każdą możliwą ławkę, a liczne deptaki pozostają wiecznie zatłoczone. Kilka godzin spędzonych w tym mieście wystarczyło, by znalazło się gdzieś w okolicach Paryża w moim rankingu najpiękniejszych miast Europy.

sobota, 12 kwietnia 2014

Spotkałem Francuza, czyli nasze równoległe wszechświaty.

Spotkałem Francuza,
Jakoś w drugiej połowie marca, w ciepły piątek, byłem na treningu działań nocnych - ćwiczyliśmy poruszanie się po cichu i nocowanie w prowizorycznie przygotowanym schronieniu. Patrolowaliśmy teren, obładowani maksymalnie mniej lub bardziej potrzebnym sprzętem. W pewnym momencie zauważyłem między drzewami pomarańczowe, migotające światło - to mógł być tylko ogień. Rzuciłem do kompana zgodnie z procedurą: kontakt, 300 metrów, światło, prawdopodobnie ognisko. Uwielbiam wszelkiego rodzaju odstępstwa od normy, anomalie. Przypływ adrenaliny,  choćby minimalny to coś, co jest zawsze mile widziane. Ognisko zdecydowanie nie należało do często widywanym w marcu na tym obszarze zjawisk, więc osoba, która je rozpaliła także musiała być osobliwa.

Nie myliłem się - z bliska okazało się, że przy ognisku zaparkowany jest terenowy samochód i siedzi tam tylko jedna osoba. Samotny człowiek w środku lasu przy ognisku... Hmm, miłośnik militariów, frustrat z korporacji? Nic z tego.
Podszedłem najbliżej jak to było możliwe, będąc przekonanym że zostałem usłyszany. Zero reakcji. Włączyłem latarkę, żeby zminimalizować efekt zaskoczenia - nie chciałbym, żeby tuż za moimi plecami znikąd pojawił się człowiek. Drobny ruch - normalny człowiek zdecydowanie bardziej by się przestraszył.

- Piękny wieczór, nieprawdaż? - rzuciłem
- <niezrozumiałe jąkanie się>, <chyba jednak minimalnie przestraszony> Do you speak English?

Kontynuowaliśmy rozmowę w języku angielskim, nie będę streszczał całości - mój rozmówca pochodził z Fracji (co było słychać), uważał, że w Polsce żyje mu się lepiej, bo w Paryżu nie może robić tego, co właśnie robi. Rozmowę zakończyliśmy dość enigmatycznym - "See you someday...". Zabawne, nie poznaliśmy nawet swoich twarzy.


Hey, wait... w Polsce żyje mu się lepiej?
Mam nadzieję, że nie czyta tego nikt z PO, bo to byłaby doskonała chwila na wjazd tuskobusa i nakręcenie spotu, gdzie Donald Tusk mówi - "sfrustrowany wewnętrznymi problemami Francji paryżanin przeprowadził się do naszej wspaniałej zielonej wyspy, by żyło mu się lepiej"
Każdy zdrowo myślący człowiek wie, że nie chodziło o pieniądze, czy poziom życia. Także proszę chować te baloniki z logiem PO. Odpowiedź zawarta jest w drugiej części tytułu tego wpisu.

czyli nasze równoległe wszechświaty.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o... no właśnie, jak nie o pieniądze, to o co temu człowiekowi znad ogniska chodzi?
Pozwolę sobie zadać pytanie i spróbować odpowiedzieć - Dlaczego ja, mój kompan i Francuz znaleźliśmy się w piątkową noc w tym samym miejscu?
Głównie dlatego, że nasza miłość do przyrody była znacznie silniejsza, niż przywiązanie do miejskich wygód.  Dlatego, że wolność jest dla nas znaczącą wartością. Dlatego, że i my, i on, byliśmy w mniejszości społeczeństwa o odmiennych zainteresowaniach. W opisywany weekend spędziłem poza domem dwie noce, mając do dyspozycji karimatę, dwa metry sznurka i najtańszą folię budowlaną. Znajomy śmiał się, że śpię w śmietniku.
To wysoce prawdopodobne czytelniku, że wszechświaty naszych pasji, zainteresowań i przekonań nie mają ze sobą żadnych punktów wspólnych. Możemy nigdy się nie zrozumieć. Moglibyśmy się mijać i nie zwrócić na siebie nawet przez sekundę uwagi. Jeśli jednak z jakiegoś powodu odwiedziłeś moją galaktykę, to poświęć mi chwilę i przemyśl 'teorię równoległych wszechświatów'. Być może Twoja wizja, Twój Bóg - nie jest jedyna. Być może nie masz monopolu na prawdę. Być może, jesteś tylko miliardową cząstką tego wszystkiego i nie warto betonować swojego punktu widzenia i próbować zniszczyć wszystkich, którzy myślą inaczej?
Znasz odpowiedź. Jest w Tobie.

niedziela, 9 marca 2014

Gorączka sobotniej nocy.

Jeśli zapytasz mnie o to, jak najlepiej spędzić sobotnią noc - odpowiedź może Cię nieco zaskoczyć. Nie zaproponuję Ci wyjścia do klubu, a ucieczkę jak najdalej od miejskiego zgiełku.

Godzina 20.15, Dworzec Łódź Kaliska

Pięciu członków grupy Immortal Friends zbiera się w hali głównej dworca. Zakupujemy bilet relacji Łódź Kaliska - Kolumna za 4,79zł. Wsiadamy do pociągu, gdzie zaczepia nas osobliwy człowiek. Zwracamy uwagę na jego nerwowe ruchy rąk. Pyta o cel naszej podróży. Otrzymuje dosyć enigmatyczną odpowiedź i przez resztę podróży patrzy na nas nerwowo.

21.41 Kolumna

Rozpoczynamy wędrówkę, kierując się w stronę Poleszyna. Przez najbliższą godzinę zachwycamy się niesamowitym oświetleniem i gwieździstym niebem. Mgła utrzymuje się na wysokości ok. 1,20m i istnieje spora różnica w widoczności między staniem a leżeniem.

~23.00

Znajdujemy się w połowie drogi między Kolumną a Wymysłowem Piaski. Rozpoczynamy postój przy składowisku świeżo ściętego drewna, jednak już po minucie za naszymi plecami zauważamy światła samochodu. Porusza się w dziwny, niejednostajny sposób. Gasi światła, po czym je zapala. Decydujemy się na obserwację z ukrycia w lesie. Samochód zatrzymuje się dokładnie na naszej wysokości. Wysiadają dwie osoby - kobieta i mężczyzna. Otwierają bagażnik, słychać odgłosy charakterystyczne dla użycia metalowych przedmiotów. Trudno o racjonalną analizę zaistniałej sytuacji. Słychać "kurwa, świeć przede mnie, nie za mną" wypowiedziane w nerwowy sposób. Po głosie można wywnioskować, że są to ludzie w wieku 30-40 lat i prawdopodobnie nie są miejscowi. Światło latarki zwraca się... dokładnie w stronę ukrycia dwójki moich znajomych. Nie dzieje się jednak nic niepomyślnego. Zamieszanie trwa jeszcze chwilę i samochód odjeżdża. Dosyć szybko, jak na leśną drogę. Wychodzimy powoli z ukrycia, ale za chwilę zauważamy kolejne światła. Tym razem, pojazd nie zatrzymuje się.

Nie udało nam się odnaleźć niczego niepokojącego w miejscu zatrzymania samochodu. Ruszamy dalej.

1.00 Opuszczona cegielnia, Wymysłów Piaski

Po wyjściu z lasu mgła staje się niesamowicie gęsta. Sceneria przypomina film o zombie. Docieramy w pobliże jednego z celów, Juliet 0 - mamy obejrzeć dokładnie opuszczoną cegielnię. Z daleka widać silną, czerwoną poświatę. Okazuj się, że to zegar złożony z diod LED na posesji w pobliżu cegielni. Wchodzimy do czegoś, co wygląda na piec otworem o wysokości nieco ponad metra. W środku znajdujemy sporo śmieci, między innymi strzykawkę. Tuż przed wyjściem z pomieszczenia tracę wszystkie zdjęcia przez błąd karty pamięci. Przechodzimy do innego budynku, gdzie mamy zamiar spędzić około pół godziny. Po około dziesięciu, piętnastu minutach... zostajemy zaatakowani. Słychać strzały z repliki airsoftowej - dwie osoby, które siedziały na oknie zostają trafione. Nie da się opisać słowami napięcia, które powstało w pomieszczeniu. Tylko ja wiedziałem, że ktoś wie, gdzie się znajdujemy.




Po chwili słychać strzały z innego kierunku. Jedyny uzbrojony uczestnik wyprawy oddaje dwanaście strzałów w stronę wroga. To koniec naszych zapasów amunicji. Pod osłoną świecy dymnej i mgły opuszczamy cegielnię. W tym momencie poziom napięcia jest na tyle duży, że ktoś rzuca się do ucieczki, kiedy podczas przechodzenia groblą ptak wydał z siebie dźwięk przypominający krzyk małej dziewczynki. Krzyczę stop, ostatnie, czego potrzebujemy, to się rozdzielić.

2.20 Middle of nowhere


Przez kilkadziesiąt minut idziemy drogą przez pola. Krajobraz nie zmienia się. Odnoszę wrażenie, że stoję w miejscu. Zatrzymujemy się na postój. Wyjmuję opakowanie pierogów i gotuję je. Nasz obóz upatrzyły sobie koty, próbując pod osłoną ciemności podebrać nam trochę jedzenia. Poziom absurdalnych moich współtowarzyszy rośnie.

Resztę drogi przemierzamy w rytm muzyki z radia. O 4.53 docieramy do celu - wg. założeń mieliśmy do 5.00 "uratować zakładnika" w opuszczonych koszarach w pobliżu łódzkiego lotniska. Z marginesem jedynie siedmiu minut wykonujemy zadanie.

Świt wita nas na lotnisku. Potwornie zmęczeni, o szóstej docieramy na jedno z łódzkich blokowsk - Retkinię. To koniec. Mamy za sobą trzydzieści kilometrów marszu i wiele niezapomnianych chwil. Nieźle, jak na 4,79zł.

Po co grać w DayZ, skoro można to przeżyć naprawdę. Czasem wystarczy wyjść z domu.
Wiesz, gdzie nas szukać.
http://immortalfriends.weebly.com/

piątek, 7 marca 2014

Historia to my.

Pod­czas woj­ny ludzie tępieją na ból (cudzy, oczy­wiście). Pod­czas po­koju - za­pomi­nają o bólu.
Sławomir Mrożek

12 marca tego roku minie piętnaście lat od czasu przystąpienia Polski do Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. Dla ludzi z mojego pokolenia to wieczność. Dziś nie wyobrażamy sobie Polski jako wroga USA. Nasi rodzice żyli w dziwnych czasach - rodzili się wśród baz radzieckich, umrzeć przyjdzie im najpewniej z amerykańskimi samolotami nad głowami. Polityka zagraniczna RP wykonała w czasie ich życia zwrot o 180 stopni. Zmienili się sąsiedzi - nie ma już Czechosłowacji, NRD i ZSRR.
Niewielu z nas zdaje sobie sprawę, że Niemcy uznały granicę z Polską dopiero w 1992 roku. Całkowicie naturalny jest dla nas brak kontroli na naszej zachodniej granicy, mimo, że ten stan trwa od zaledwie sześciu lat. Przywykliśmy do jowialnego życia. Problem polega na tym, że świat nie zmienił się w ciągu tych kilkunastu lat i nie ma żadnej pewności, że nasze dzieci nie przeżyją tego, co na poniższym filmie.




To prawie pewne, że w tym tygodniu nie wybuchnie żadna wojna obejmująca terytorium Polski. Świat nie zastygł jednak w miejscu, tylko dlatego, że żyjemy - w ciągu 45 lat (1945-1990), a tyle większość z nas przeżyje, w Europie wybuchło 12 konfliktów zbrojnych, na Bliskim Wschodzie - 76, w Afryce - 80, w Azji - 74. Lata 1990 - 2035 nie były, nie są i nie będą inne.
Między bajki można włożyć wiele z gwaracji organizacji międzynarodowych. Całkiem niedawno Turcja poprosiła o pomoc NATO w związku z zagrożeniem swoich granic. (Przypominam, że Turcja jest jednym z ważniejszych członków NATO,  jest członkiem tej organizacji od 1952r. i posiada trzy razy większa armię od Polski)
Co zrobiło NATO? "W sumie, nic". 
Jutro w nocy będę szwendać się po lasach w okolicach Łasku, być może usłyszę potęgę naszych sojuszników - 12 przestarzałych samolotów... Cóź, 'mała zimna wojna'  (i nie, nie wymyśliłem tego sam, takiej nazwy użyła znacząca organizacja Stratfor), małe wsparcie. Prawdziwa wojna... jakie wsparcie?
Oczywiście, szanse na pomoc istnieją, i są znacznie większe niż w 1939 roku. Trzeba jednak pamiętać że:

Pokój: w po­lity­ce między­naro­dowej, ok­res oszus­tw między wojnami. 
Ambrose Bierce

Niestety, nie napiszę na koniec, że nie ma sensu uczyć się matematyki, bo i tak będzie wojna. I nie, ilość polubień na facebooku nie zmienia sytuacji geopolitycznej, jakby coś. Powtórzę za poprzednim postem (tak, to moja mantra) - to, czego potrzebuje Polska, to twój hajs. dużo hajsu.

//Chciałeś mądrości życiowych, a tu historia i bezpieczeństwo? Naciśnij czerwony przycisk oznaczony znakiem x. #WŁADIMIR PUTIN//

niedziela, 2 marca 2014

Nie jesteś brzydka, skarbie. Po prostu jesteś idiotką.

Na wszystkich ostatnich imprezach bawiłem się jak głuchoniemy na koncercie muzyki poważnej. Naprawdę, nie obchodzi mnie jak masz na imię i Ciebie też nie obchodzi, co robię ze swoim życiem. Pewnie koleżanka Ci powiedziała kiedyś, że nie jestem fajny. Po co więc mamy udawać? To doskonale, że wypiłaś dziś już tak dużo. Chcesz medal? Od jutra rzucasz palenie, ale dziś jeszcze jeden szlug? Tak bardzo mnie obchodzi twoja życiowa tragedia. Żartowałem. Kurwa, giń. Na raka płuc. Nie, nie czuję empatii, jeśli Twój problem wynika z tego, że poddajesz się wpływom innych i chcesz być fajna.
Znowu Ty, błagam, nie płacz w kącie, że nikt Cię nie chcę. Prawdopodobnie masz rację. Albo jej nie masz, bo właśnie rzuciłaś fajnego chłopaka na rzecz kogoś, kto Cię za dwa tygodnie zostawi. Grono koleżanek dookoła, standard. Przytulą Cię, powiedzą, że jesteś doskonała. Tylko, że za dziesięć minut za Twoimi plecami powiedzą, że jesteś żałosna.

Nie opisuję nikogo konkretnego. Nienawidzę pewnych zjawisk społecznych. Jeśli ten tekst jednak wywołuje w Tobie niechęć do mnie, to prawdopodobnie uważasz powyższe zachowania za coś normalnego.
Ja nie i nie zamierzam się pogodzić z takim obrazem. Nie chcę dobrze wychodzić na zdjęciach z imprez. Nie chcę z Tobą wypić i zajarać. Szukam w życiu ludzi, na których można polegać i których warto bronić. Nie chcę nazywać pochlebców przyjaciółmi, chcę ludzi, którym naprawdę zależy na mnie. Za tych, mogę oddać wiele.

czwartek, 20 lutego 2014

Giną ludzie. Niezmiennie.

Mam wrażenie, że niektórzy przez całe swoje życie egzystowali w odmiennej rzeczywistości. Nagle, po tym jak TVN wyemitował zdjęcia rannych, umierających ludzi otworzyli oczy i przekonali się, że świat nie jest kolorową, tęczową pacyfistyczną bajką okraszoną dialogami rodem z Warsaw Shore.

Mnie strumienie krwi nie dziwią, co nie oznacza, że jestem obojętny na ludzką tragedię. Śmierć w imię idei, wiary i uczuć jest czymś naturalnym dla naszego gatunku. W każdym, od pierwszego człowieka do przedostatniego na tej planecie tkwi morderca, który może się co najwyżej nie mieć okazji ujawnić. Przemoc i zniszczenie jest nieodłączną częścią ludzkości. Ziemia nie jest przedszkolem i organizacją dobroczynną - wszystko dąży na tej planecie do Twojego zniszczenia. Ubieramy się w ludzką śmierć, cierpienie i płacimy za to pieniądze - nie łudźmy się, standardy bezpieczeństwa w azjatyckich i afrykańskich fabrykach są znane. Dobro w czystej postaci jest zjawiskiem marginalnym w stosunku do ogromu zła. Religie, które według pierwotnych ideałów miały łączyć ludzi i budować pokój w wielu regionach są jedną z głównych, jeśli nie główną przyczyną rozlewu krwi. Nawet ogólnoświatowy komunizm nie rozwiązałby problemu.

Stanu pokoju na świecie nie da się osiągnąć. To wbrew naturze. Jak mawiał Platon, "tylko umarli widzieli koniec wojny".

Możemy jedynie wybierać - nasz głód, czy ich głód, nasza śmierć, czy ich śmierć. Są zjadający i są zjadani.

Jedynie poświęceniu wielu milionów ludzi zawdzięczamy możliwość denerwowania się w języku polskim na opóźnienie autobusu.

Pamiętajcie o tym, kiedy będziecie postulować zmniejszenie wydatków na obronę.

wtorek, 7 stycznia 2014

Człowiek nie wielbłąd, pić musi. Naprawdę?

Bytom: pijany kierowca wjechał w grupę ludzi

Tragedia na Piotrkowskiej: W kabinie motorniczego znaleziono butelki z wódką

Marsz milczenia dla 5-letniej Vanessy. Zabił ją pijany kierowca

 W ciągu prawie dekady świadomego oglądania telewizji i czytania prasy zdążyłem przyzwyczaić się do prostego schematu działania władz - po każdym większym nagromadzeniu nieszczęśliwych wypadków rząd udaje, że coś robi w sprawie bezpieczeństwa. Momentalnie, w kilka dni w głowach miłosiernie nam panujących pojawiają się doskonałe pomysły, jak rozwiązać problem. Doskonale! 

Szkoda tylko, że sprawą zajmują się ludzie, którzy sami nie są autorytetami w sprawie jazdy na trzeźwo. Winy jednak nie szukam w politykach. Pośrednim sprawcą śmierci wielu osób jesteśmy my wszyscy - społeczeństwo. Przyzwolenie na picie alkoholu przy każdej możliwej okazji i przekraczanie granic spożycia nie jest kreowane przez kilka osób. Potrzeba picia alkoholu nie jest naturalna, a mimo to potrafimy ją odczuwać jeszcze przed otwarciem pierwszej puszki piwa w swoim życiu. Tzw. mocna głowa, która może świadczyć o tym, że ktoś jest alkoholikiem jest czymś pożądanym i często budzi podziw. Popularne jest wyśmiewanie ludzi, którzy nie są w stanie zbyt dużo wypić. Upijanie się do stopnia, w którym organizm próbuje pozbyć się trucizny poprzez wymioty nie budzi żadnego sprzeciwu. Nietrzeźwość jest wytłumaczeniem dla zdrady, agresji.
Ale w jaki sposób wypicie alkoholu na własne życzenie może być okolicznością łagodzącą?


Żadne nowelizacje ustaw i zaostrzenie prawa nie jest panaceum na chorobę alkoholową. Prohibicja, jak wiemy, nie sprawdziła się. Nawet jeśli wyeliminujemy problem pijanych kierowców, tysiące osób nadal będą cierpieć z powodu patologicznych zachowań ludzi uzależnionych od alkoholu.

W tym roku, niestety, przeczytamy jeszcze wiele razy o nieodpowiedzialnych ludziach, którzy przez swoją głupotę odbierają życie innym.

Być może warto zrobić coś samemu w tej sprawie i spróbować zaszczepiać w ludziach odpowiedzialność związaną ze spożyciem alkoholu i pozostałych substancji uzależniających, nawet jeśli będzie się to wiązało z ostracyzmem w pewnych środowiskach. Nie potrzebuję wśród znajomych potencjalnych morderców, a wy?