czwartek, 20 lutego 2014

Giną ludzie. Niezmiennie.

Mam wrażenie, że niektórzy przez całe swoje życie egzystowali w odmiennej rzeczywistości. Nagle, po tym jak TVN wyemitował zdjęcia rannych, umierających ludzi otworzyli oczy i przekonali się, że świat nie jest kolorową, tęczową pacyfistyczną bajką okraszoną dialogami rodem z Warsaw Shore.

Mnie strumienie krwi nie dziwią, co nie oznacza, że jestem obojętny na ludzką tragedię. Śmierć w imię idei, wiary i uczuć jest czymś naturalnym dla naszego gatunku. W każdym, od pierwszego człowieka do przedostatniego na tej planecie tkwi morderca, który może się co najwyżej nie mieć okazji ujawnić. Przemoc i zniszczenie jest nieodłączną częścią ludzkości. Ziemia nie jest przedszkolem i organizacją dobroczynną - wszystko dąży na tej planecie do Twojego zniszczenia. Ubieramy się w ludzką śmierć, cierpienie i płacimy za to pieniądze - nie łudźmy się, standardy bezpieczeństwa w azjatyckich i afrykańskich fabrykach są znane. Dobro w czystej postaci jest zjawiskiem marginalnym w stosunku do ogromu zła. Religie, które według pierwotnych ideałów miały łączyć ludzi i budować pokój w wielu regionach są jedną z głównych, jeśli nie główną przyczyną rozlewu krwi. Nawet ogólnoświatowy komunizm nie rozwiązałby problemu.

Stanu pokoju na świecie nie da się osiągnąć. To wbrew naturze. Jak mawiał Platon, "tylko umarli widzieli koniec wojny".

Możemy jedynie wybierać - nasz głód, czy ich głód, nasza śmierć, czy ich śmierć. Są zjadający i są zjadani.

Jedynie poświęceniu wielu milionów ludzi zawdzięczamy możliwość denerwowania się w języku polskim na opóźnienie autobusu.

Pamiętajcie o tym, kiedy będziecie postulować zmniejszenie wydatków na obronę.