sobota, 12 kwietnia 2014

Spotkałem Francuza, czyli nasze równoległe wszechświaty.

Spotkałem Francuza,
Jakoś w drugiej połowie marca, w ciepły piątek, byłem na treningu działań nocnych - ćwiczyliśmy poruszanie się po cichu i nocowanie w prowizorycznie przygotowanym schronieniu. Patrolowaliśmy teren, obładowani maksymalnie mniej lub bardziej potrzebnym sprzętem. W pewnym momencie zauważyłem między drzewami pomarańczowe, migotające światło - to mógł być tylko ogień. Rzuciłem do kompana zgodnie z procedurą: kontakt, 300 metrów, światło, prawdopodobnie ognisko. Uwielbiam wszelkiego rodzaju odstępstwa od normy, anomalie. Przypływ adrenaliny,  choćby minimalny to coś, co jest zawsze mile widziane. Ognisko zdecydowanie nie należało do często widywanym w marcu na tym obszarze zjawisk, więc osoba, która je rozpaliła także musiała być osobliwa.

Nie myliłem się - z bliska okazało się, że przy ognisku zaparkowany jest terenowy samochód i siedzi tam tylko jedna osoba. Samotny człowiek w środku lasu przy ognisku... Hmm, miłośnik militariów, frustrat z korporacji? Nic z tego.
Podszedłem najbliżej jak to było możliwe, będąc przekonanym że zostałem usłyszany. Zero reakcji. Włączyłem latarkę, żeby zminimalizować efekt zaskoczenia - nie chciałbym, żeby tuż za moimi plecami znikąd pojawił się człowiek. Drobny ruch - normalny człowiek zdecydowanie bardziej by się przestraszył.

- Piękny wieczór, nieprawdaż? - rzuciłem
- <niezrozumiałe jąkanie się>, <chyba jednak minimalnie przestraszony> Do you speak English?

Kontynuowaliśmy rozmowę w języku angielskim, nie będę streszczał całości - mój rozmówca pochodził z Fracji (co było słychać), uważał, że w Polsce żyje mu się lepiej, bo w Paryżu nie może robić tego, co właśnie robi. Rozmowę zakończyliśmy dość enigmatycznym - "See you someday...". Zabawne, nie poznaliśmy nawet swoich twarzy.


Hey, wait... w Polsce żyje mu się lepiej?
Mam nadzieję, że nie czyta tego nikt z PO, bo to byłaby doskonała chwila na wjazd tuskobusa i nakręcenie spotu, gdzie Donald Tusk mówi - "sfrustrowany wewnętrznymi problemami Francji paryżanin przeprowadził się do naszej wspaniałej zielonej wyspy, by żyło mu się lepiej"
Każdy zdrowo myślący człowiek wie, że nie chodziło o pieniądze, czy poziom życia. Także proszę chować te baloniki z logiem PO. Odpowiedź zawarta jest w drugiej części tytułu tego wpisu.

czyli nasze równoległe wszechświaty.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o... no właśnie, jak nie o pieniądze, to o co temu człowiekowi znad ogniska chodzi?
Pozwolę sobie zadać pytanie i spróbować odpowiedzieć - Dlaczego ja, mój kompan i Francuz znaleźliśmy się w piątkową noc w tym samym miejscu?
Głównie dlatego, że nasza miłość do przyrody była znacznie silniejsza, niż przywiązanie do miejskich wygód.  Dlatego, że wolność jest dla nas znaczącą wartością. Dlatego, że i my, i on, byliśmy w mniejszości społeczeństwa o odmiennych zainteresowaniach. W opisywany weekend spędziłem poza domem dwie noce, mając do dyspozycji karimatę, dwa metry sznurka i najtańszą folię budowlaną. Znajomy śmiał się, że śpię w śmietniku.
To wysoce prawdopodobne czytelniku, że wszechświaty naszych pasji, zainteresowań i przekonań nie mają ze sobą żadnych punktów wspólnych. Możemy nigdy się nie zrozumieć. Moglibyśmy się mijać i nie zwrócić na siebie nawet przez sekundę uwagi. Jeśli jednak z jakiegoś powodu odwiedziłeś moją galaktykę, to poświęć mi chwilę i przemyśl 'teorię równoległych wszechświatów'. Być może Twoja wizja, Twój Bóg - nie jest jedyna. Być może nie masz monopolu na prawdę. Być może, jesteś tylko miliardową cząstką tego wszystkiego i nie warto betonować swojego punktu widzenia i próbować zniszczyć wszystkich, którzy myślą inaczej?
Znasz odpowiedź. Jest w Tobie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz